sobota, 25 sierpnia 2012

Ptysie

Na pytanie do Ani (siostry) jakie ciasto chciałabym z okazji imienin usłyszeliśmy ptysie. No to były ptysie.


Przygotowanie zaczęło się od poszukiwania odpowiedniego przepisu na ciasto. Przepis na ciasto ptysiowe (czy nawet do karpatki) jest dość neutralny, łatwy do znalezienia. Chciałam dzwonić do babci odnośnie jakichś złotych rad, ale jeszcze zadecydowaliśmy się sięgnąć do książki "Desery" Pierre Herme. I tam przepis znaleźliśmy. A że te  Przepis zawiera i wodę i mleko w przeciwieństwie do innych znalezionych przeze mnie receptur. Tak na prawdę  też nie wiem jak smakują inne, ale te były pyszne, nie miałam problemu z ciastem, ani z przygotowaniem. Samo ciasto przygotowuje się szybko. Problemem jest wyciskanie ptysiów. I nadziewanie ich. I pilnowanie piekarnika. Tak tyle tych "i" się pojawia po wykonaniu już ciasta.

Nasze ptysie były małe - takie na jednego gryza. Główny tego powodów - mamy małe końcówki szprychy do wyciskania. Ale dlatego można było wziąć małe co nieco do kawy.

Przepis, który podaje jest na około 50 małych ptysiów. Przepis na karpatkę starczy na ok dwa przepisy na ciasto. My zrobiliśmy potrójną porcję i część nadzialiśmy kremem karpatkowym (mniam! tu już przepis pochodzi z mojewypieki; już dawno temu zrobiliśmy ten przepis na krem i teraz zawsze jak ma być krem karpatkowy w cieście to przygotowujemy tylko ten; pojawiał się już w poprzednich przepisach, dziś znów go podam; lubię go bo nie trzeba dodawać budyniu, bo jest dość prosty i nawet jak wyjdą grudki, to jest tak pyszny, że nikt nie myśli o nich)

Na zdjęciach uchwyciłam tylko te z kremem karpatkowym. Ale z bitą śmietaną też świetnie smakują. 


Ciasto ptysiowe

Składniki:
na 50 małych ptysiów
z książki "Desery"

80 ml wody
100 gr mąki
100 ml pełnotłustego mleka
4 gr (niepełna łyżeczka) miałkiej soli
4 gr (niepełna łyżeczka)drobnego cukru
3 jajka
75 gr masła

Wodę zagotowujemy z mąką i masłem. Po zagotowaniu wsypujemy całą mąkę, cukier i sól i ucieramy, aż się połączy. Gotujemy jeszcze ok 2-3 minuty, aż ciesz wyparuje.

Ściągamy z ognia i przekładamy masę do miski. Wbijamy po jednym jajku, zawsze wpierw dokładnie ucierając. Po wbiciu wszystkich jajek jeszcze dokładnie ucieramy, podnosząc ciasto do góry i pozwalając powietrzu "wejść" do ciasta. Ciasto nie posiada żadnych spulchniaczy, dlatego etap z jajkiem i jego dokładnym wymieszaniem jest bardzo ważne. Po pewnym czasie zaczniemy już sami czuć powietrze. Masę mieszamy do momentu gdy będzie wstęgami spadać z łyżki.

Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Szprycą nakładamy ciasto na blachę wyłożoną papierem do pieczenia formułując ptysie. Ustawiamy je w odległości od siebie, gdyż będą rosnąć. Wkładamy do piekarnika na 20 minut.

Krem karpatkowy
oryginalnie przepis pochodzi z mojewypieki

Składniki: 
3 szklanki mleka;
3/4 szklanki cukru;
1/2 kostki masła;
1 cukier waniliowy;
4 jajka; 
4 łyżki mąki pszennej (lekko spiczaste);
5 łyżek mąki ziemniaczanej (lekko spiczaste);

2 szklanki mleka, masło i cukier zagotowujemy w rondelku. Mieszamy od czasu do czasu.

W tym samym czasie miksujemy resztę mleka z mąkami i jajkami. 

Gdy mleko w rondlu się zacznie gotować, zdejmujemy na chwilę z ognia i do gorącego wlewamy masę mleczno-mączną. Wlewamy powoli, a przy tym energicznie mieszamy tak, by nie powstały grudki. 

Dajemy rondelek z powrotem na gaz i energicznie mieszamy, aż masa zacznie się gotować stanie się wtedy gęsta). Trzeba uważać i mieszać, szczególnie przy spodzie, żeby się nie przypalało i żeby nie powstały grudki. Zdejmujemy i odstawiamy do ostygnięcia

Przepis na bitą śmietanę:

Składniki:

500 ml śmietanki 30% lub 36%
2-3 łyżki cukru lub cukru pudru
1 łyżeczka cukru waniliowego

dodatkowo: (nie jest wymagane)
1 łyżka żelatyny
1/3 szklanki gorącej wody

Ostatnio mieliśmy dość spore problemy z ubiciem bitej śmietany. Polecam w razie problemów  lub po dużo istotnych informacji zajrzeć tu - kotlet.tv. Ja opiszę w skrócie to czego się nauczyliśmy my szukając odpowiedzi. Na kotlet tv w poradniku znajdziecie dużo więcej przydatnych wskazówek i rad.

Śmietana musi być mocno schłodzona. Dobrze jest ją ubijać w misce metalowej też schłodzonej.

Na kotlet.tv piszę o dodawaniu cukru na samym początku - ja preferuje mimo wszystko najpierw wpierw lekko ubić śmietanę a potem dodać cukier. Ubijamy na średnich obrotach.

Nie zostawiamy miksera i nie odchodzimy od ubijającej się śmietany. Wpierw śmietana się ubije, a zaraz potem zacznie się z niej tworzyć masło. Także ubijamy śmietanę, aż będzie sztywna i od razu przestajemy ją miksować.

Przy cieplejszych dniach, lub jeśli ma stać dłużej na zewnątrz do ubitej śmietany możemy dodać żelatynę: 1 łyżkę żelatyny rozpuszczamy w 1/3 szklanki gorącej wody. Mieszamy. Odstawiamy do wystygnięcia. Dopiero gdy ostygnie możemy dodać żelatyny do ubitej śmietany. (radę zaczerpnęłam z kotlet.tv i wykorzystałam.

-------------------------------------------------------------
Przekrawamy na pół ptysie i szprycą nakładamy do środka kremu karpatkowego lub bitej śmietany. Mniam! Smacznego





środa, 8 sierpnia 2012

Lemon Curd - cytrynowy krem

Na pewno nie jest to ostatni raz kiedy zrobiliśmy cytrynowy krem. Chyba dobranie idealnych proporcji zajmie nam jeszcze trochę czasu. Natomiast jest to drugi przepis i na tyle dobry by się z nim podzielić. A kiedyś może i pojawią się inne.

Zaczęliśmy robienie lemon curda wpierw sami. A potem zakupiliśmy słoiczek w Marku i Spencerze. Cytrynowy krem do najtańszych nie należał - 9,9 za słoiczek 325 gr. Natomiast smak, który za to mieliśmy - idealny.

Nasz krem, aż tak idealny nie był. W tym kupnie przede wszystkim z jednej strony czuliśmy kwaśny smak, a z drugiej bardzo słodki... Bajka...

Czym nasz się różni od pozostałych - na pewno ilością masła - jest bardziej maślany, nadaje się jako słodka pasta do kanapek. Zresztą zrobiliśmy go bo już jutro chcemy z nim przygotować ciasto - tort z naleśników z kremem cytrynowym. I jak tylko nam wyjdzie, to się podzielimy przepisem.



Na razie przepis na mocno maślany lemon curd.

Składniki:
(przepis pochodzi stąd)
wyszło nam ok. 500 gr.

Wykonanie:

4 jajka
4 żółtka
1 szklanka cukru
3/4 szklanki soku z cytryny świeżo wyciśniętego
skórka starta z 2 cytryn
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 kostka masła, pokrojona na małe kawałki


Łączymy wszystkie składniki oprócz masła w rondlu i miksujemy do połączenia się składników (można to wykonać trzepaczką).

Podgrzać na małym ogniu, cały czas mieszając, aż krem zgęstnieje.

Odstawiamy z ognia i dodajemy kawałki masła mieszając, aby wszystko się zmieszało.

Odstawiamy do słoiczku i wkładamy do lodówki.

Krem potrzebuje ok. 1 dnia, aby smak cytryn dobrze przeszedł w krem. Wtedy uzyskamy specyficzny kwaśny smak.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Szarlotka

Chyba ostatnio pisałam, że długo mi nic nie wychodziło w gotowaniu/pieczeniu. Wpływało na to chyba wszystko - cały okres jest dla mnie nie najciekawszy. Choć uważam, że nie można nigdy mówić, że jest się nieszczęśliwym. Dalej mi się wszystko układa, tylko chyba wolniej...

A szarlotka. Łatwa i szybka do wykonania. Przepis ze strony smitten kitchen







Składniki:
6 dużych jabłek, obranych
3 duże jajka
1 szklanka cukru (wg zdecydowanie za dużo)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 szklanka mąki tortowej
do posypania: cynamon, cukier puder

Wykonanie:

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni

Jabłka kroimy w kostkę - na kawałki ok 2cm x 2 cm -  w ćwiartki, a potem ćwiartki na pół.

Blachę smarujemy po bokach tłuszczem, a na dole rozkładamy wycięty krążek papieru do pieczenia. Wsypujemy pokrojone jabłka i wyrównujemy je u góry.

Miksujemy razem jajka z cukrem na gęstą masę. Dodajemy wanilię i mąkę i mieszamy już wszystko łyżką, aż składniki się połączą.

Zalewamy masą jabłka i wygładzamy dokładnie na wierzchu, aby powierzchnia była płaska.

Wkładamy do piekarnika i pieczemy ok. 55 - 60 minut (lub do suchego patyczka - u mnie w piekarniku gazowym było to już po 50 minutach).

Wyciągamy ciasto, studzimy. Wyjmujemy z formy i odwracamy, tak  aby spód stał się wierzchem ciasta. Posypujemy cynamonem i cukrem pudrem. Możemy podawać jeszcze ciepłe. Przepyszne z lodami lub bitą śmietaną!

I jeszcze: 


Nawet mi się nie chce pisać jak tam szukanie pracy idzie. Bo nie mam do tego siły ostatnio. Ale do czego mam? :(

środa, 20 czerwca 2012

Granola

Ostatnio coś mi nie wychodzi gotowanie/pieczenie. Czego nie chcę przygotować kończy się fiaskiem. Masa wychodzi nie taka jak powinna, zapominam o włączonym piekarniku... Biorę przepis, staram się postępować dokładnie krok po kroku według niego i nic. Dalej m nie wychodzi! Aż przypominają mi się okres sprzed dwóch lat kiedy właśnie tak wyglądała moja rzeczywistość w kuchni. Wtedy postanowiłam, że się nauczę, że będę umiała i piec i gotować i przyrządzić dania, których nikt się nie spodziewa. A teraz znów wracam do początków. Boję się znów czegokolwiek bardziej skomplikowanego robić bo ... nie wyjdzie. Oby ten okres szybko minął! Mam nadzieję, że to przejściowe.


No A Granola. Ona wychodzi mi w miarę zawsze. (Całe szczęście, że są takie przepisy, takie potrawy, które bez względu na to kiedy przyrządzę i tak mi wyjdą. I wtedy mogę się zajadać i zapomnieć o tych spędzonych godzinach w kuchni, które przyniosły tylko rozczarowanie). Jest bardzo dużo przepisów na granolę w internecie, gdzie podawane są dokładne proporcje co dodać. Ale przecież każdy ma swoje upodobania! My wrzucamy wpierw płatki owsiane górskie, a potem dodajemy zazwyczaj orzechy włoskie, migdały, wiórki kokosowe, słonecznik i rodzynki - duuużo rodzynek. Czasem jeszcze sezam... Ale przecież można dodać jeszcze jabłek czy suszonych wiśni? Czyż nie?

Przepis na granolę:

400 g płatków górskich owsianych
300 g rodzynek zalanych rumem
100 g migdałów - posiekanych na pół
200 g orzechów włoskich - posiekanych na małe kawałki
150 g wiórków kokosowych
100 g słonecznika
100 g sezamu

6 łyżek miodu (najlepiej płynnego)
1/4 kostki masła
4 łyżki golden syropu (lub syropu klonowego, melasy) - można dodać więcej miodu
łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki imbiru

Uwagi:
1) Podaję składniki w gramach - mniej więcej takich jakie można znaleźć opakowania poszczególnych produktów. Są to jednak przybliżone wartości.
2) Nie dodaję cukru do granoli - jest już wystarczająco słodka od dodanego miodu i golden syropu. Jeśli jednak ktoś lubi słodsze rzeczy (sprawa subiektywna) można dodać łyżkę lub dwie brązowego cukru.

Wykonanie:

Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wrzucam płatki owsiane i dodaję wszystkie składniki, mieszam. Przyprawiam cynamonem i imbirem.

Na patelni roztapiam masło, mieszam z miodem. Zalewam płatki - dobrze by się trochę posklejały i by wszędzie dotarło. Jeśli nastąpi potrzeba można roztopić więcej masła. Dodaję golden syrop i znów mieszam wszystko by wszędzie dotarło - znów trzeba patrzeć, może okazać się że potrzebujemy dolać więcej. 

Można wszystkie składniki wpierw wymieszać w misce i dopiero potem przełożyć na blachę.


Piekarnik rozgrzewam do 170 stopni. Pieczemy 40 minut. W trakcie należy otwierać piekarnik i mieszać parę razy. 

Wyciągamy studzę i przekładam do pojemników. Granola może stać nawet 4 tygodnie (U nas to niemożliwe - tydzień jeśli będzie stała to się cieszymy).

No więc dziś przepis nie przepis - bo mimo że daję wskazówki, to nie są one dokładne. Czasem wydaje mi się, że lepiej samemu poszukać odpowiednich proporcji. My trochę szukaliśmy, a i tak dalej lubimy się bawić i dodawać różnych produktów.

Nie powinno się chyba dodawać rodzynek do pieczenia tylko później wymieszać z upieczoną granolą - ale my uwielbiamy chrupiące rodzynki! (Trzeba tylko z nimi uważać - szybko się przypalają).


Jak to się stało, że dziś podałam przepis w formie pierwszej liczby pojedynczej? Ach mój egoizm...
  

I jeszcze:

Byłam po raz drugi w urzędzie pracy. Nie powinno mnie nic dziwić, ale zapomniałam akurat umów z prac, które do tej pory wykonywałam (wszystkich studenckich dodatkowych prac). W końcu pani powiedziała, żebym przyniosła tylko te z ostatnich dwóch lat. Ale potem dostałam dwudniową pracę, no wiec znowu nie mogłam iść. No i pani poinstruowała mnie,że jeśli dostanę jakiekolwiek zlecenie (bądź umowę o dzieło) choćby na jeden dzień, to muszę do nich przyjść i się wypisać i potem znów przyjść i się wpisać. Zastanawiam się czy będzie mi się chciało tak chodzić dla jednego dnia pracy, czy nie łatwiej będzie nie przyjąć pracy. Tak wiem, takie są zasady, tylko czasem zastanawia mnie ich sens.
Dziś rozmawiałam z koleżanką - ona mówi, że się cieszy, ze jest zapisana w tym urzędzie, bo przynajmniej miała to ubezpieczenie,z którego ostatnio wiele razy musiała korzystać. Też potrzebuję!
Kończę portfolio, więc zacznę rozsyłać i wtedy dokładnie zobaczę jak mi idzie. 
Do tego robię internetowy kurs na jednej z Amerykańskich uczelni. I wysłuchuje narzekania osób, które od dawna już szukają pracy, jak to tej pracy nie ma...


środa, 13 czerwca 2012

Turon Saba

Pierwsze (jak na razie jedyne) danie zrobione z książki "Filipino cookbook", Miki Garcia. W ostatnim poście pisałam, że ją dostaliśmy. Najprostszy deser jaki znalazłam. Z bananów, papieru ryżowego i cukru. Niby nic takiego, ale jednak smak oryginalny. No i chce się więcej. Jedyna szkoda, że na oleju  są smażone. Nie dla smaku (bo to na pewno poprawia), tylko w myśli cały czas te kalorie...


Oryginalny przepis z wykorzystaniem bananów odmiany saba (rosną na filipinach i są mniejsze od tych znanych nam w Polsce), a także z dodatkiem dżakfruta.






Przepis na Turon Saba
na 8 małych porcji

4 płaty ryżowe
4 obranych bananów, przedzielonych na pół
1/2 szklanki brązowego cukru
miska gorącej wody (do płatów ryżowych)
olej do głębokiego smażenia

Wykonanie:

Banany (obrane i podzielone na pół) obtaczamy w brązowym cukrze. Płat ryżowy zamaczamy w gorącej wodzie, rozkładamy na talerzu, dzielimy na pół (można robić z całych płatów, ale pół spokojnie wystarcza na zawinięcie banana). Kładziemy połówkę banana na środku i zawijamy jak tortillę. Powtarzamy z wszystkimi połówkami.

Na patelni rozgrzewamy olej. Smażymy na brązowy kolor z każdej strony banany. Odsączamy na papierze. Przed podaniem posypujemy resztką brązowego cukru. Podawać gorące.



I jeszcze:


Postanowiłam zapisywać moje zmagania z szukaniem pracy. Już zaczęłam 3 miesiące temu (w chwili obrony), ale teraz już na prawdę muszę znaleźć. Co prawda czuję mały komfort, bo mieszkam z rodzicami i wieloma wydatkami nie muszę się martwić. Jednak praca, a przede wszystkim rozwijanie się jest dla mnie w tym momencie najważniejsze. No i nic nie robienie na dłuższą metę jest też nudne.


Nie wydaje mi się żebym szukała pracy do tej pory bardzo ciężko. Ale jednak zmieniam CV, do każdego pracodawcy piszę oddzielny list motywacyjny. Trochę to męczące, dlatego czasem aż mi się nie chce. Zmieniam portfolio, aby pasowało pod profile firmy (choć tak na prawdę w dużej mierze jeszcze je kończę). Ktoś mi powiedział, że wysłał 120 aplikacji. Ja jeszcze do 10 nie doszłam, bo wierzę, że uda mi się pracować tam gdzie chce. Ale nadejdzie moment, że  zacznę wysyłać bez zmiany, bez przygotowania (zmniejszę swoje szanse na otrzymanie pracy. chyba? a może i tak nikt tego nie czyta...). Gdyby choćby była nadzieja. Reakcja. Przecież widzę jaki jest rynek pracy. Jak moi znajomi pracują za darmo w biurach i dorabiają w klubach wieczorami. Jak się starają o staże z urzędu pracy, aby choć przez 3 miesiące dostawać jakieś pieniądze. (Większość moich znajomych ukończyła studia 6 miesięcy przede mną). I ja chyba też w końcu tak skończę. Pracując, żeby nie mieć przerwy w kontakcie z branżą.

Dziś byłam w urzędzie pracy się zarejestrować. Ale nie miałam potrzebnych dokumentów. No nic, co się odwlecze to nie uciecze. Następnym razem będę mądrzejsza i wezmę wszystkie dokumenty. Nie szłabym do urzędu, gdyby nie było mi potrzebne ubezpieczenie zdrowotne. 

czwartek, 7 czerwca 2012

Kurczak z sosem ananasowym

Danie z kurczaka. Lubimy kurczaka i wszystkie dania z nim związane. Dziś znaleziony przepis na kurczaka z sosem ananasowy. Kurczak przygotowany najzwyklejszym sposobem - w panierce z dodatkiem sezamu. Natomiast sos słodko- kwaśny jest sednem tego dania i urozmaica smak.


I jeszcze małej niespodziance, jaką ostatnio dostałam. Jeden z moich znajomych wysłał mi przepiękny prezent (w podziękowaniu za goszczenie go w moim domu i pokazanie Wrocławia). Nie wiedziałam, że aż tak mu się podobało, natomiast bardzo się cieszę ja jak i moja rodzina z tej niespodziewanej książki o kuchni Filipińskiej. 

 Na razie studiujemy książkę dokładnie czytając o produktach potrzebnych do pieczenia. Filipiński ketchup bananowy już odkryłam dawno (jeszcze w Mediolanie poszukując nowych produktów w klepach międzynarodowych. ah czemu takich nie ma w Polsce!). Natomiast teraz naszym hitem- odkryciem jest dżakfrut (link do wikipedii). Nazwa jest pięknie spolszczona (podobnie zresztą jak grejpfrut). Mam nadzieję, że uda się znaleźć go do kupienia i zrobić z niego parę potraw.

Wracając do potrawy, nie uciekamy za daleko, wstęp o niej napisałam już. Dodam, że jest to przepis chiński znaleziony w dodatku do Gazety Wyborze o kuchni Chińskiej.

Przepis na kurczaka z sosem ananasowym 
przepis na 4 porcje

4 filety z kurczaka
1 łyżka wódki (wg oryginalnego przepisu cherry)
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka świeżo zmielonego pieprzu
składniki na sos:
3 plasterki ananasa z puszki
1/4 szklanki soku z cytryny
1/4 szklanki wody
3 łyżki brązowego cukru
2 łyżki octu ryżowego (ew. winnego)
1 łyżka masła
2 łyżeczki oleju
2 łyżki mąki kukurydzianej
1 łyżeczka skórki otartej z cytryny
1 łyżeczka świeżo startego imbiru
do panierowania:
1 jajko
1/2 szklanki bułki tartej (ewentualnie może być potrzebne więcej)
1/8 szklanki sezamu
olej do smażenia

Wykonanie:

Filety z kurczaka lekko rozbijamy na kotlety. Wkładamy do głębokiego talerza, zalewamy wódką i posypujemy pieprzem i solą. Staramy się, aby każdy kurczak był w wódce. Odstawiamy go na 30 minut.

Przygotowujemy sos: z plastrów ananasa robimy masę puree (blenderem). W rondelku umieścić wszystkie składniki sosu i puree ananasa, ustawić nad ogniem. Podgrzewać, cały czas mieszając, aż sos zacznie lekko gęstnieć.

W talerzu głębokim roztrzepać jajko. Na drugim talerzu wymieszać bułkę tartą z sezamem. Filety z kurczaka panierować w jajku, a potem w bułce tartej. Smażyć na oleju, aż mięso będzie miękkie i soczyste. Czekając na usmażenie wszystkich porcje kurczaka do usmażenia, możemy usmażone już włożyć do naczynia żaroodpornego i wstawić do piekarnika nagrzanego do 90- 100 stopni.

Przed podaniem mięso pokroić na paski. Polać sosem ananasowym. Można udekorować plastrami cytryny i ananasa. (Ja udekorowałam plastrami pomarańczy zamiast cytryny). Resztę sosu przelałam do sosjerki.

Ten słodko - kwaśny sos podawałam już też do innych dań, jak np. upieczonych pałek kurczaka. Czy do nachos.




wtorek, 5 czerwca 2012

desery czerwono białe

Mija prawie miesiąc od ostatniego wpisu. Choć myślałam, że uda nam się pogodzić umieszczanie postów ze wszystkimi sprawami dookoła, okazało się, że było w tym wszystkim za mało chęci...


Prawie cały maj byłam na małej podróży - niejako podróży oddzielającej pewien etap życia i rozpoczynającej kolejny. (etap kończący studia i rozpoczynający wkrótce pracę). Nie mogę powiedzieć, że ta podróż była dla mnie czymś specjalnym - pojechałam raczej do miejsc dobrze mi znanych (Mediolan, Eindhoven, Bruksela, potem coś nowego Valenciennes i Brugge), chciałam bardziej spotkać się ze znajomymi. I zdarzyła mi się jedna straszna rzecz w trakcie tej podróży - brak aparatu (zapomniałam ładowarki, zdjęć mam tylko paręnaście).


No i tak mamy czerwiec. Co się zaczyna? otóż nie jestem już studentką (5,5 roku zakończone sukcesem). Szukanie pracy wypełnia jak na razie cały mój czas (na przemian z udoskonaleniem mojego portfolio i szukaniem pomysłu na życie). Tyle zmian nastąpiło w moim życiu, że przyzwyczajam się do nowej sytuacji (zakończył mi się dość długi związek, ale relatywnie nie był bardzo długi skoro nie trwał całe życie). Wszystko przede mną.




A dziś trochę o Polsce. W sklepach już od ponad miesiąca szał na temat Polskich barw. Moim ulubieńcem są Michałki "biało - czerwone". (ach ten marketing). Tik taki wzięłam ze sobą dla znajomych - hit a do tego teraz wszyscy wiedzą jakie są barwy Polski! 





A w domu. W domu poszukiwanie pomysłu na deser biało czerwony. Wiedziałam, że chcę, żeby był z Panną Cottą i potrzebowałam tylko czerwonej warstwy. Nie wymyślałam jej sama, odkąd znalazłam idealny przepis na stronie CioccolatoGatto. Zamiast tylko przygotowania kwartetu przygotowałam oddzielnie mus z Panną Cottą i galaretkę z Panną Cottą. I tak się zastanawiam - jak dobrze, że sezon truskawkowo - czereśńiowy jest właśnie teraz. Tyle wariacji na temat czerwonych potraw można uzyskać!

Przepis na Galaretkę Truskawkowo - Czereśniową z Panną Cottą
(wyszło mi ok. 12 kieliszków)
przepis na galaretkę ze strony CioccolatoGatto

Składniki na galaretkę:

2 szklanki kompotu owocowego*
3,5 łyżeczki żelatyny w proszku
1,5 łyżki wody
owoce (ok. 300 gr) (ja dodałam czereśnie i truskawki)

Uwagi:
* Tylko mogę się pochwalić, że kompot miałam od babci (dokładnie czereśniowo - truskawkowy). Owoce z kompotu użyłam później przy galaretce, acz dodałam też świeżych.

Wykonanie:

Galaretka: 

Wpierw przygotowujemy galaretkę. W szklance umieszczamy wodę i wsypujemy żelatynę. Odstawiamy na 5 minut, aż żelatyna napęcznieje.

Kompot wlewamy do rondla i zagotowujemy. Zdejmujemy z ognia, przekładamy żelatynę i mieszamy, aż żelatyna się rozpuści. Odstawiamy do przestygnięcia

Owoce kroimy na małe kawałki. Z czereśni wyciągamy pestki. Układamy je w przygotowanych pucharkach (jakoś zawsze do deserów z Panną Cottą używam kieliszków). Powoli zalewamy galaretką owoce, uważając, aby owoce się nie podniosły. Odstawiamy galaretkę do lodówki i czekamy, aż zastygnie całkowicie.


Składniki na Pannę Cottę:

1 szklanka śmietanki kremówki (30% lub 36%)
1 szklanka mleka
laska wanilii (bądź ekstrakt z wanilii)
3 łyżeczki żelatyny
3 łyżki wody
1/3 szklanki cukru


Panna Cotta:

Gdy już mamy zastygniętą galaretkę, możemy zacząć robić Pannę Cottę.

W szklance umieszczamy wodę i żelatynę. Odstawiamy na 5 minut, aż żelatyna napęcznieje.

W rondelku umieszczamy mleko, śmietankę, cukier, laskę wanilii. Ustawiamy na ogniu, mieszamy, aż cukier się rozpuści, zagotowujemy. Wyciągamy laskę wanilii. Przekładamy żelatynę do zagotowanej śmietanki i mieszamy, aż całkowicie się rozpuści.

Odstawiamy Pannę Cottę do przestudzenia. Przed przelewaniem na zastygniętą galaretkę radzę przelać przez sitką (na powierzchni utworzy się kożuch po zastygnięciu). Odstawiamy do lodówki do całkowitego zastygnięcia.

Przed podaniem możemy udekorować świeżymi owocami.



Przepis na Mus Truskawkowo - Czereśniową z Panną Cottą
(wyszło mi ok. 12 kieliszków)
przepis na galaretkę ze strony CioccolatoGatto

Składniki na Mus Truskawkowo Czereśniowy;

200 g truskawek i czereśni (owoców razem liczonych)
sok z 1 cytryny
2 łyżeczki żelatyny
1/5 szklanki + 1 łyżka wody
3 białka
1 szklanka cukru pudru
1 szklanki śmietanki kremówki
2 łyżki cukru

Z owoców robimy puree, (np za pomocą blendera), pamiętając o pozbyciu się wcześniej pestek z czereśni. Mieszamy z sokiem z cytryny.

Cukier puder z 1/5 szklanki wody zagotowujemy do temperatury 125 - 137 C. W tym czasie ubijamy białka, jednak nie do końca na sztywną pianę. Wlewamy gorący syrop do białek i ubijamy do otrzymania sztywnej i chłodnej masy.

Żelatynę wsypujemy do 1 łyżki wody i odstawiamy do nasączenia. Puree owocowe podgrzać na gazie, aby było ciepłe. Odstawiamy z ognia i przekładamy żelatynę i mieszamy, aż do całkowitego rozpuszczenia się. 

Kremówkę ubijamy z cukrem na sztywną masę.

Łączymy puree owocowe z przestudzonymi białkami i ubitą kremówką i mieszamy delikatnie do uzyskania jednolitej masy. Przekładamy do przygotowanych wcześniej kieliszków i odstawiamy do lodówki do uzyskania jednolitej masy.

Pannę Cottę przygotowujemy wg przepisu powyżej.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...